Powrót do strony
Publicystyka:
Słaba strona miasta
Zamieszkałam po studiach w Rzeszowie. Byłam jego mieszkanką przez dwadzieścia
trzy lata. Kiedy przyjechałam tam pierwszy raz w 1983 roku nie mogłam się
dostosować, po czterech latach studiów w Warszawie i latach dorastania w
Gdańsku.
Ciche prowincjonalne miasto, gdzie sklepy zamykano przed zmrokiem, a otwierano
skoro świt. Było to podporządkowane potrzebom mieszkańców okolicznych wsi. Przez
ostatnie lata nabrało rumieńców i dogoniło wiele innych miast wojewódzkich.
Moim zdaniem, na wielkomiejskość Rzeszowa postawił Prezydent Mieczysław
Janowski. To on w widoczny sposób rozpoczął marsz tego miasta w kierunku rozwoju
uczelni, a tym samym na zwiększenie roli inteligencji jako potencjału
cywilizacyjnego. Dla mnie był to niewątpliwie prezydent renesansu. Pozostali,
którzy po nim nastali byli rzemieślnikami bez polotu i wyobraźni.
Mocną stroną Rzeszowa byli i są ludzie mieszkający w okolicznych miasteczkach i
wsiach. Urząd Marszałkowski i Wojewódzki to głównie mieszkańcy okolic
peryferyjnych. Odkąd pamiętam struktura zatrudnienia w rzeszowskich urzędach
przypomina tę z gminy wiejskiej, gdzie pracownicy dojeżdżają do pracy z
sąsiednich wsi. Nawet ustępujący prezydent zatrudniał ich w swoim urzędzie na
wysokich stanowiskach.
Rzeszów niestety nie ma elit ani indywidualności, które mogłyby z powodzeniem
stanąć do walki o urząd prezydenta. To słaba strona tego miasta i dlatego
kandydatami na ten urząd są tacy ludzie a nie inni.
Najbliższe lata powinny być poświęcone tworzeniu rzeszowskiej elity, ale tej
prawdziwej, rdzennej, a nie napływowej. Osoby nie stąd, nigdy tak naprawdę nie
oddadzą temu miastu serca. Z takimi elitami nie ma problemu Warszawa, Kraków czy
Gdańsk.
Niech zatem Rzeszów dołączy do najlepszych. I to nie tylko pod względem
infrastruktury, pięknych mostów czy nowoczesnych osiedli.
Draganowa, 29 marca 2021r.
© Mirka Widurek,
z cyklu ®Fidrygałki
Powrót do strony Publicystyka:

|